Wakacje, czyli jak się nie zmęczyć odpoczynkiem

Po dziesięciu miesiącach ciężkiej (w niektórych przypadkach nawet syzyfowej) pracy,
wreszcie na horyzoncie zamajaczył kres naszych zmagań… Przynajmniej na chwilę.
Jednak mimo euforii, która ogarnie nas zapewne tuż po usłyszeniu ostatniego dzwonka, należy pamiętać o jednej rzeczy: wakacje nie są od tego, żeby je przewegetować we własnym pokoju. Oczywiście – wizja dwóch miesięcy spędzonych w domowym zaciszu, z laptopem i ulubionym serialem jest niezwykle kusząca, ale bywa także zdradliwa. Zdarza się bowiem tak, że gdzieś między jedenastym a dwunastym sezonem serialu, kiedy główny bohater po raz kolejny rozstaje się ze swoją ukochaną, uświadamiamy sobie, że jest już końcówka sierpnia, a jedynym obiektem, który dotychczas zwiedziliśmy jest nasze łóżko. Jeśli każdy Wasz dzień w ciągu tych wakacji będzie wyglądał tak samo, możecie być pewni, że nawet nie zauważycie kiedy się skończą, a co za tym idzie, wrócicie do szkoły tak samo zmęczeni jak wtedy, gdy z niej wyszliście.
Warto zatem pójść o krok dalej i wyjść z własnej strefy komfortu. Dobrym pomysłem jest robienie codziennie jednej rzeczy, na którą nie mieliście czasu w roku szkolnym. Nieważne czy wybierzecie się na rolki, rower, do kina, teatru, czy też spróbujecie swoich sił w pieczeniu czekoladowych babeczek. Chodzi o wspomnienia i świadomość, że nie zmarnowaliście tak cennego czasu .
Jako że rok szkolny dobiega końca, nadszedł czas pożegnań. Dla nas – klasy medialnej jest to także pożegnanie z naszą szkolną gazetką, którą mieliśmy zaszczyt tworzyć w tym roku. Był to dla nas wyjątkowy czas spędzony na poznawaniu siebie nawzajem i odkrywaniu naszych talentów. Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy pomogli nam zaaklimatyzować się w nowym środowisku szkolnym. Możemy teraz z pełną świadomością powiedzieć, że Chrobry to naprawdę jedna, wielka rodzina.
Życzymy wszystkim wspaniałych wakacji, abyśmy we wrześniu spotkali się na szkolnych korytarzach wypoczęci, uśmiechnięci, z głowami pełnymi cudownych wspomnień, gotowi do podejmowania nowych wyzwań. Do zobaczenia! Ania

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Wśród nas znajdziemy wielu miłośników parków rozrywki, którzy chcieliby zakosztować trochę adrenaliny. Pokażę więc kilka miejsc, do których można się wybrać – zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami.

Zaczniemy od chyba najpopularniejszego parku w Polsce czyli Energylandii w Zatorze. Bilet średnio kosztuje 109zł (warto wybrać się w swoje urodziny, ponieważ osoby do 18-tego roku życia płacą wtedy za wejście jedyne 1zł)

yy

y

Kolejnym klimatycznym miejscem jest Legendia w Chorzowie. Tutaj ceny są znacznie niższe i wahają się w granicach 50/60zł
yyy

yyyy

Oferta parków rozrywki poza granicami naszego kraju jest znacznie szersza. Pierwszym z nich jest Europa Park znajdujący się w Niemczech. Jest to trzeci pod względem popularności park rozrywki w Europie. Bilet wstępu to ok. 45€.z

zz

Nie można zapomnieć także o Disneylandzie w Paryżu. Jest to zdecydowanie najbardziej rozpoznawalne miejsce w swojej kategorii. Bilet może kosztować aż 100€!

b

bb

Będąc w Słowacji warto wybrać się do Aquaparku Tatralandia. Wstęp kosztuje 25€ . Nie jest to wiele jak na europejskie standardy.

t

tt|

Osobom wybierającym się do tych lub innych parków rozrywki życzymy wspaniałej zabawy i niesamowitych wspomnień. Wypocznijcie w czasie wakacji i wróćcie do szkoły z nową dawką energii.

„Umysł nie jest książką, którą można otworzyć i przeczytać.” A co jeśli? „Głębia Challengera”

Sekrety ludzkiego umysłu nigdy nie zostaną przed nami odkryte. Nigdy nie uda nam się dowiedzieć co tak naprawdę siedzi w głowie ludzi, których mijamy co dzień. „Głębia Challengera” Neala Schustermana to opowieść o tym, jak młody, z początku zwykły chłopiec, na którego nie zwróciłby uwagi żaden z nas, prowadzi wewnętrzną bitwę z chorobą psychiczną, która uniemożliwia mu odróżnienie życia realnego od fantazji.
Caden Busch żyje w dwóch światach. W jednym z nich jest licealistą, który ma swoje obowiązki, pasje, rodzinę i przyjaciół. W drugim zaś jest marynarzem, który na pokładzie niezwykłego statku zmierza do tytułowej Głębi Challengera. Czytając książkę, poznajemy jego, różniący się od naszego, sposób patrzenia na świat. Odsłania on przed nami wszystkie swoje sekrety i lęki, które nadają książce niepowtarzalny lekko mroczny klimat.
Lektura całkowicie pochłania czytelnika, nie pozwalając mu nawet na chwilę o niej zapomnieć. Ten dość nietypowy i kontrowersyjny temat sprawia, że „Głębia Challengera” stanowi nowy rodzaj powieści młodzieżowych. Książka wzrusza, zasmuca, a czasami przeraża, powodując, że z każdą następną stroną coraz bardziej zanurzamy się w niesamowitym umyśle chłopca. Jednak to, co czyni tę książkę tak wyjątkową to fakt, iż zawarte w niej wydarzenia są oparte na obserwacjach autora, którego syn podobnie jak Caden boryka się z chorobą.
Myślę, że książka, mimo że jest raczej skierowana do młodych czytelników, zachwyci również osoby starsze, które, mam nadzieję tak samo, jak ja pokochają tą niezwykła opowieść o najgłębszych zakamarkach ludzkiego umysłu. Sara

c09f8c7584a62210b946aa79e9885d36

Tylko ja, noc i ona.

-Dobranoc, mamo. – mówiąc to, dla lepszego efektu ziewnąłem najszerzej, jak tylko potrafiłem.
-Dobranoc.
Drżąc z ekscytacji poszedłem do swojego pokoju, starając się, by mimo wszystko nie zacząć biec. Wcześniej odegrałem odpowiednią scenę, by utwierdzić mamę w przekonaniu, że jestem potwornie zmęczony. Prawdę mówiąc, kiepski był ze mnie aktor, więc miałem niezłego stracha, że nie da się nabrać na tę bajeczkę, ale na razie nic nie wskazywało na to, że zaczęła coś podejrzewać.
Stwierdziłem, że mimo iż numer jest oklepany, warto spróbować uformować postać z ubrań i zakopać pod kołdrą. Nie wyglądało to przekonywująco, ale mama i tak prawie nigdy do mnie w nocy nie zaglądała. Miałem szczerą nadzieję, że i tym razem tak będzie.
Pierwszy raz nie miałem pojęcia, co na siebie włożyć. I chyba pierwszy raz w ogóle mnie to obchodziło. Kiedy w końcu udało mi się coś wybrać, niemal wykąpałem się w wodzie kolońskiej i stanąłem przed lustrem. Kolana trzęsły mi się jak w gorączce. Czułem, że mogę się nieźle poobijać, wychodząc z mieszkania.
Otóż to. Jak wzorowy, rodem z dziewczyńskiego serialu głupek powinienem zejść po dachu, ale w moim do bólu nieromantycznym, prostokątnym bloku nie było takiej opcji, więc po prostu zszedłem po podstawionej wcześniej drabinie. Jak się okazuje, w tym też można być kiepskim i omal nie runąłem na chodnik razem z nią. Naprawdę nie wiem, jakim cudem tak się nie stało.
Ulica mimo późnej pory wcale nie była pusta i niestety byli tam ludzie niezbyt dobrych manier. Można się było tego domyślić, ale gdy stanąłem z rzeczywistością twarzą w twarz, mimo wszystko rozdygotane kolana dodatkowo mi zmiękły. I pomyśleć, że to ja miałem być tym, który się nie boi – to też chyba było w serialach. Ale nie to teraz przerażało mnie najbardziej. Okropnie się bałem, że ona jednak poszła po rozum do głowy i nie zastanę jej w umówionym miejscu. Nie wiem, czy było to jeszcze w ogóle możliwe, ale im bardziej się tam zbliżałem, tym bardziej się trząsłem.
Stała tam. W pierwszej chwili pomyślałem, że mi się przywidziało. Ale nie, te długie, kasztanowe włosy rozpoznałbym wszędzie. Serce waliło mi jak młotem. Już mnie zauważyła, więc straciłem szansę ucieczki. Teraz albo nigdy.
Podczas gdy ja musiałem wyglądać jakbym uciekł z wariatkowa, ona była zupełnie opanowana i uśmiechała się uroczo. Jak mogła mi to robić?
-Miło cię widzieć. – powiedziała, na co ja wybełkotałem coś pod nosem, bo prawdę rzekłszy nagle zapomniałem, jak się w ogóle nazywam i co tu robię. Chyba to zauważyła, bo powietrze wypełnił dźwięk jej serdecznego śmiechu. Poczułem się jak ostatni kretyn. Przełknąłem ślinę, pociągnąłem nosem niczym słoń pompujący litr wody i już miałem się odwrócić, gdy przytrzymała mnie za rękaw kurtki.
-Gdzie idziesz, głuptasie? – znów ten uśmiech. po prostu nie mogłem go nie odwzajemnić. Wiedziałem, że za moment do reszty stracę mowę, więc starałem się w tym uśmiechu zawrzeć wszystko, co chciałem jej przekazać. Chyba zrozumiała. A potem powiedzieliśmy sobie jeszcze mnóstwo innych rzeczy, chociaż prawie w ogóle nie używaliśmy słów.
I wtedy wszystko przestało mieć dla mnie znaczenie. Czerwony nos, wiatr smagający moją twarz i strach przed tym, że mama się jednak wszystkiego domyśli. Tylko ja, noc i ona.

„Musisz dostrzec cuda, żeby działy się cuda.”

W tym artykule chciałabym przedstawić książkę „Oddam ci słońce” autorstwa Jandy Nelson. Jest to książka oznaczona jako „literatura młodzieżowa”, ale ja uważam, że spodoba się ona również starszym czytelnikom. Opowiada o bliźniakach, którzy byli nierozłączni, do czasu gdy ich matka umarła – było to dla nich bardzo wstrząsające i dramatyczne przeżycie, które każdy z nich przeżył w inny sposób. Jude, która kiedyś była popularną surferką, po tragicznym wydarzeniu staje się szarą myszką, która wykorzystuje przeróżne magiczne zaklęcia, byle tylko pomóc mamie wrócić do świata żywych. Jej brat, Noah, jest za to przedstawiony tylko jako dziecko – rozdziały opisują wyłącznie jego życie przed śmiercią matki, nie wiemy więc, jaki był jego stosunek do zaistniałej sytuacji, ale możemy podejrzewać, iż przeżył ogromne załamanie – książka bowiem jest pisana w formie podobnej do pamiętnika, w którym bohaterowie opisują swoje wszelkie przemyślenia, a nieumieszczenie opinii Noah w tej sprawie mówi chyba samo przez się. Lektura porusza wiele ważnych wątków, m.in. kwestię radzenia sobie z przeciwnościami życiowymi, tolerancję wobec odmiennej orientacji seksualnej czy realizację swoich najskrytszych marzeń i rozwijanie pasji. Znalazło się w niej wiele pouczających fragmentów, które mogą nas zainspirować do wprowadzenia pewnych zmian w swoim życiu czy zachowaniu. Pomimo zaliczenia jej do kategorii literatury dla młodzieży, książka jest napisana naprawdę dojrzałym językiem, jednak czyta się ją bardzo dobrze. Ponadto jest podzielona na rozdziały zatytułowane imieniem bohatera, który w danym momencie rozdział „prowadzi”. Niektórzy powiedzą, że nie jest to książka „wysokich lotów” – owszem, nie jest wpisana w kanon literatury pięknej, nie została napisana przez znanego prozaika, a jednak jest w niej coś, co sprawia, że szczerzę mogę ją nazwać jedną z lepszych książek, jakie czytałam. Nie obrażając nikogo, chciałam również podkreślić, że to nie autor, a jakość i forma lektury wpływają na jej wyjątkowość i taka właśnie jest ta książka – kontrowersyjna, pełna sprzecznych emocji, skomplikowana… wspaniała. „Serce pokonuje umysł. Nadzieja albo strach zwycięża rozum.” „…Kiedy patrzy się na dzieło sztuki, to człowiek jakby trochę widział, a trochę śnił.” „Poza pojęciami dobra i zła jest łąka. Tam się spotkamy.”

Jak to jest być muzułmanką?

Nazywa się Magda Abdel Fattah, mieszka w Polsce, a jej tata pochodzi z Palestyny. Jako muzułmanka odczuwa bolesne skutki sytuacji w Europie, natomiast prywatnie jest jedną z najmilszych i empatycznych osób jakie można spotkać. Przedstawiając ją , pragniemy pokazać, że miarą człowieka nie jest wyznanie czy narodowość, ale jego dobroć i życzliwość.

Od czego zaczęło się praktykowanie islamu w Twojej rodzinie?
Moja mama przyjęła islam od taty. Kiedy rodzice się poznali dużo rozmawiali o religii, mamie się islam spodobał i zaczęła pogłębiać swoją wiedzę na jego temat, w końcu go pokochała i przyjęła. Jej rodzicom nie do końca się to podobało, znali islam, tak jak spora część społeczności – z telewizji i innych tego typu źródeł. Byli negatywnie nastawieni, ale nie robili jej wyrzutów, szanowali jej wybór.
Jak ludzie postrzegają islam oraz jaki wpływ ma na to telewizja i media?
Wiele osób, niestety ma teraz bardzo negatywny stosunek do islamu i widoczne jest, że powodują to media. Każdy z nas wie, jak media działają- mogą manipulować.

Jest w takim razie jakiś sprawdzony sposób, by walczyć z tego typu stereotypami, czy jest to raczej żmudna i bezcelowa praca?
Przede wszystkim my, muzułmanie, jesteśmy świadectwem, a więc powinniśmy pokazywać prawdziwy islam. Trzeba rozmawiać, tak myślę. Należy pokazać, że to, co inni widzą, nie ma nic wspólnego z religią, a z ludźmi bez żadnych zasad, pozbawionych moralności. Trzeba pokazywać, że ta chora mniejszość nie jest wyznacznikiem religii.

Czytałam kiedyś książkę polskiego podróżnika, w której udał się do kraju, gdzie terroryzm był głównym problemem. Problemem, którego przyczyną była owa garstka ludzi bez zasad. Opisywał ból, z jakim zmagają się ludzi niewinni, którzy mieszkają w tym kraju, co jest równoznaczne z tym, że media kreują ich jako terrorystów. W jaki sposób zetknęłaś się z tym tematem? W mediach, czy może ktoś bliski Tobie ucierpiał w ten sposób?
Niestety bliskie mi osoby dotknął ten temat… Wielu moich przyjaciół boryka się z problemem wojny.
Jak sobie radzić w takiej sytuacji, na ich miejscu, gdy jest się ocenianym jak najgorszy złoczyńca, będąc dobrym człowiekiem?
Niewiele można zrobić, bo świat nie słucha. Rozmawiając z nimi, uświadomiłam sobie, że mimo różnych działań, sytuacja się nie zmienia. Myślę, że aby zmienić cokolwiek na Bliskim Wschodzie, ludzie powinni działać razem i wrócić do zasad religii.
Czyli możemy tylko przyglądać się temu z boku, żadne organizacje nie są w stanie nic zrobić?
My możemy o tym mówić, ba, powinniśmy o tym mówić! Milczenie też zabija. Nikt o tym nie mówi, bo światu nie jest to na rękę, więc jak to zmienić? Myślę, że powinniśmy się zjednoczyć, by coś zyskać, tylko jak, skoro muzułmanie nie są ze sobą zgodni. Powstało masę podziałów, co nas tylko różni i doprowadza do rozpadu i nienawiści.

Czy Ty, będąc w, można powiedzieć, bezpiecznym kraju, spotkałaś się kiedyś z otwartą niechęcią ludzi, skierowaną przeciwko Tobie ze względu na wiarę?

W Internecie spotykam się z nią dość często, natomiast na ulicy rzadziej zdarza mi się zderzyć z nieprzyjemnymi sytuacjami czy komentarzami. W sieci takie sytuacje wyglądają klasycznie – jestem wyzywana i delikatnie mówiąc wypraszana z własnego kraju, jakim jest Polska.

Rozumiem jednak, że na ulicy również Ci się zdarzały?

Na mieście nie różniło się to zbytnio od sytuacji w Internecie, również byłam szykanowana. Zdarzyło się również, że grupka młodych osób przede mną uklękła. Dzięki Bogu, sytuacje, które mnie spotykały, były raczej zabawne. Nie miałam żadnych niebezpiecznych przypadków, w porównaniu do mojej przyjaciółki, która mieszkając w małym miasteczku spotkała się ze zdarzeniem, która zmusiło ją do zdjęcia chustki.

Gdzie jest w takim razie szacunek i wsparcie? Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i powinniśmy sobie pomagać?

Myślę, że zamiast tego jest ksenofobia, ignorancja i brak myślenia.

Jak w takim razie najczęściej na to reagujesz?

Najczęściej w ogóle nie reaguję.

Jak uważasz, dlaczego dochodzi do takich sytuacji ze strony ludzi? Zwykła niewiedza?

Niewiedza z domieszką wpajanej nienawiści przez media, dodatkowo dochodzi do tego ksenofobia. Nie dziwię się im absolutnie, widząc to, co się dzieje na świecie, strach jest oczywisty. Problem jest w tym, że ludzie łączą tę chorą MNIEJSZOŚĆ z islamem, nie dostrzegają, że w każdej religii i społeczności znajdują się ludzie źli, bo właśnie o to chodzi. Ludzie dzielą się na złych i dobrych, religia i narodowość nie powinny odgrywać żadnej roli.

Rozmawiałyśmy o nieprzyjemnych sytuacjach, które Cię spotkały, ale miałaś pewnie też wiele przyjemnych i zabawnych.
Zgadza się. Zdarzały się bardzo miłe komentarze typu „pięknie pani wygląda w tej chustce”. Choć czasem ludzie kierowani stereotypami robili znak krzyża albo zmieniali miejsca w autobusie.

Chciałybyśmy teraz porozmawiać z Tobą o zwyczajach, jakie niesie ze sobą Twoja wiara. W jaki sposób wygląda jej praktykowanie w Polsce?
Tak samo jak wszędzie. Modlitwa 5 razy dziennie, post, jałmużna, zakrywanie ciała. Gdziekolwiek byśmy nie byli, zasad zawsze powinniśmy się trzymać.

Wszystko, choćby nie wiadomo jak wspaniałe, wprowadza w nasze życie jakieś ograniczenia, jakie więc islam wprowadza ograniczenia w Twoje życie? Czy jest coś, co nie do końca Ci w religii odpowiada?

Jak dla mnie, zasady nas obowiązujące, nie ograniczają nas w żaden sposób, a chronią. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że wszystkie mi odpowiadają. Wiadomo, że nie zawsze się do wszystkich zasad stosuję, grzeszę jak każdy człowiek, natomiast staram się ich trzymać i jak najbardziej uważam je za słuszne.
Co chciałabyś przekazać ludziom, którzy cierpią prześladowania z powodu religii lub pochodzenia?
„Nie smućcie się, z pewnością Bóg jest z Wami”
Bądźcie cierpliwi, Bóg Was nie zawiedzie.

Łucja i Sabina

Humanistą być cz. 2

Jak to jest być współczesnym humanistą? Trudno powiedzieć. Gdybym zaczęła to opisywać ze swojej perspektywy, oznaczałoby to, że nie jestem prawdziwą humanistką, ponieważ człowiek, który uważa się za niesłychanie mądrego, a w tym przypadku wszechstronnego, w zasadzie taki nie jest, bo przecież nie ma ludzi doskonałych. Dla mnie bardziej mądry jest ten, kto uważa, że taki nie jest. Wiem, być może mózg Was od tego boli i macie wrażenie, że plotę od rzeczy, ale wytrzymajcie jeszcze trochę, bo to nas przybliża do zrozumienia, kim jest humanista.
Bowiem tak jak bycie wszechstronnie uzdolnionym określa Cię jako humanistę, tak samo czyni to zadawanie pytań. Humanista nie wie wszystkiego. Ale on CHCE się dowiedzieć. Wszystko go interesuje, zadaje mnóstwo pytań – na co, po co i dlaczego. Tu powinna Wam się włączyć czerwona lampka. Bo być może niektórzy z Was mieli w gimnazjum ten sam podręcznik co ja, w którym pierwszy temat brzmiał: „Co to jest fizyka, czyli o śmiałości stawiania pytań.” Książka z fizyki – na ironię! I to może Wam nie pasować, ale wtedy zapraszam do poprzedniego artykułu. Humanista nie ogranicza się bowiem do języka polskiego i historii.
Ale zaczęłam ten artykuł od słów WSPÓŁCZESNY humanista. Czy on się czymś różni od humanisty dajmy na to renesansowego, gdzie ma swoje korzenie? Myślę, że różni się ogromnie. Niestety. Przede wszystkim dlatego, że większość ludzi, którzy mają się za humanistów, tak naprawdę jest humanami i tym sposobem prawdziwi humaniści zbierają baty za ich niewiedzę, żyjąc w opinii nieudaczników i nierobów. Często nawet nie zdają sobie sprawy, że jest jakaś różnica między nimi, a humanami i mają wykrzywiony obraz samych siebie. Od razu sądzą, że do niczego się nie nadają, albo że to co robią jest bez sensu. Zawsze gryzę się w rękę, żeby nie wrzasnąć na jednego z nauczycieli, który mówi nam: „A co wy po tym waszym humanie będziecie robić? Ewentualnie politechnika was uratuje…” a już w ogóle nie potrafię zrozumieć, jak mogą mówić to koledzy z innych klas. Przykro mi, jeśli zniszczę Wam plany, ale wyjaśnijmy sobie, że po samym liceum bez względu na profil klasy jesteśmy w tak iej samej sytuacji. Otchłani rozpaczy mam na myśli.
Mimo to jakieś wspólne cechy współczesny i ówczesny humanista posiadają. Przede wszystkim właśnie tę chęć zmieniania świata na lepsze. Jeśli wyobrażacie sobie teraz gościa z niesłychanym szczęściem, któremu udaje się zrealizować każdy projekt, to radzę pomyśleć jeszcze raz, ponieważ jest wręcz przeciwnie. Humanista zawsze ma mnóstwo przeszkód na swojej drodze i jeśli nie będzie wystarczająco silny, one go po prostu zmiażdżą. Do tego dochodzą jeszcze huśtawki nastrojów, bez względu na to, czy jesteś nad wyraz spokojnym chłopakiem czy też dziewczyną, która akurat ma okres. Depresja, euforia, euforia, depresja, a czasem wszystko naraz. Nie możemy również zapomnieć o największej zmorze humanisty – bólu istnienia. Co właściwie nas boli? Cały świat. Tak bardzo chcemy wnieść do naszego szarego życia coś dobrego, a jednocześnie jakiś głos podpowiada nam, że to wszystko na nic. I nigdy tak naprawdę nie wiadomo, którego z nich słuchać. Czasem ma się ochotę wyć do księżyca. Czy ma to jakiś sens? Szczerze mówiąc sama się zastanawiam, ale gdy ten kryzys mi przechodzi, szybko potrafię zrozumieć, że zdecydowanie tak.
Zosia

Natchnienie chlebem powszednim, czyli jak, gdzie i kiedy go szukać?

Z czym wam się kojarzy słowo NATCHNIENIE? Mnie od razu przychodzą do głowy wielcy filozofowie ,artyści, muzycy czy matematycy ale tak naprawdę nie trzeba daleko szukać. Każdy z nas potrzebuje codziennie impulsu, żeby rano wstać, ubrać się i wyjść do szkoły. Co tak naprawdę nas napędza? Ilu ludzi tyle powodów. Jeden powie, że rodzina, drugi, że praca a jeszcze inny, że hobby, ale pomimo że wszyscy mamy swoje źródła natchnienia często i tak “obsiadają nas leniwce” i odechciewa nam się wszystkiego.
Dlatego właśnie chciałam podzielić się z wami kilkoma moimi sposobami na wypędzenie leniwca.
Po pierwsze, zanim zaczniecie cokolwiek robić, zjedzcie porządny, ciepły obiad! Dla mnie jest to podstawa każdego dnia.
Po drugie, miejsce pracy. Moim zdaniem to może być wszędzie. Niekoniecznie biurko, ale może być to na przykład kanapa, łóżko a nawet podłoga. Ważne żeby było tam dużo światła i nic was nie rozpraszało.
Po trzecie, sen. Polecam spać w określonych godzinach. Łatwiej się wtedy skupić na lekcjach a nie na podtrzymywaniu powiek.

Inżynier Polonista
cccc

„O tym nie mów. Twoje usta są za małe.” ~ recenzja książki Jacka Hugo – Badera „Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak”

Może nie lubisz gór. Może jeździsz w Tatry raz do roku, żeby wejść nad Morskie Oko. Może wszystkich miłośników gór uważasz za szaleńców. A może kochasz góry, potrzebujesz zdystansować się do problemów i właśnie tam uciekasz, pogardzając ludźmi dolin, którzy nigdy nie zrozumieją tego tchnienia wolności. Nieważne, kim jesteś i co myślisz o górach, ta książka jest właśnie dla Ciebie.
Rok 2013. Wyprawa polskich himalaistów na Broad Peak, której celem było pierwsze zimowe wejście na szczyt. Broak Peak – jest to dwunasta pod względem wysokości góra na świecie (8051 m n.p.m. ). Polacy podejmowali wcześniej 3 próby jej zdobycia zimą, każda z nich kończyła się niepowodzeniem. Dlatego Maciek Berbeka, Adam Bielecki, Tomek Kowalski i Artur Małek mieli ogromną motywacje, żeby dokonać tego wielkiego wyczynu w historii himalaizmu. I udało im się. 5 marca 2013r. stanęli we czwórkę na szczycie Broad Peaku, niestety do obozu zeszło już tylko dwóch…
Książka powstała podczas wyprawy po ciała zaginionych zimą – Maćka Berbeki i Tomka Kowalskiego, zorganizowanej przez brata Maćka – Jacka Berbekę. Jacek Hugo – Bader brał w niej udział, a później opisał swoje doświadczania, zmagania z ośmiotysięcznikiem, swoimi słabościami i z osobowością ludzi gór.
Uważam, że tę książkę powinien przeczytać każdy pasjonat gór oraz każdy, kto nie rozumie szaleństwa tego zamiłowania. Łatwo jest nam wydawać sądy o nieudanych wyprawach, natomiast trudniej zastanowić się, jak było w rzeczywistości i czy świat wysoko w górach rządzi się tymi samymi prawami… W górach nikt nie ma siły ukrywać swojego prawdziwego oblicza, tam odkrywamy naszą prawdziwą twarz oraz oblicza naszych współtowarzyszy. Tam życie jest bardziej intensywne i docierają do nas proste prawdy, które wcześniej były poza zasięgiem naszego wzroku. Dlatego w tej książce można znaleźć wiele wartościowych rozmyślań, które uderzają nas swoją prostotą.
Uwaga! Dzięki tej pozycji możecie stać się bezpowrotnie ludźmi gór…

Zaprzeczenie schematom, prosi się o bicie pokłonu -Passengers.

Passengers to jedna z nielicznych hollywoodzkich produkcji, która powaliła na kolana schematy scenariusza filmu. Film zapowiadający się jak każdy inny, bohaterowie, którzy zostali wybrani przez los, na których barkach spoczywa odpowiedzialność za życie części populacji, którym towarzyszą straszne, katastroficzne wręcz wydarzenia, ale oni zawsze wydostają się z tarapatów. W taki oto sposób wyobrażałam sobie seans w reżyserii Morten’a Tyldum’a. Myliłam się. Jeżeli jesteś znudzony wymienionym wyżej schematem oraz uwielbiasz towarzystwo słodkiego rozczarowania, to jest to film wyprodukowany właśnie dla ciebie. Po wyjściu z kina będziesz żywić gorące uczucie przeplatane z gniewem do Jon’a Spaihts’a – autora scenariusza. Dlaczego, nie zdradzę.
Poszukujesz nowego życia ? Nic prostszego wystarczy wykupić bilet na pokład statku Avalon i po 120. latach hibernacji obudzić się na nowej planecie i to w nowym stuleciu. Co może pójść nie tak ? Załoga obudzi się cztery miesiące przed wylądowaniem, a Ty dwa miesiące po nich. Wkrótce zacznie się nowe, piękniejsze życie. Jim Preston (Chris Pratt ) i Aurora Lane (Jennifer Lawrence ), wsiadając na pokład promu, myśleli zupełnie tak samo, jednak „los” pragnie innego końca ich historii. Kto z nas nie marzy o przeżyciu swojej miłości wśród rozmaitych i pięknych galaktyk? Wszystko pokazuje się w bardzo pięknym świetle gdyby nie fakt, że statek jest uszkodzony. Czy Jim i Aurora naprawią go i uratują życie 5000 osób, czy postanowią zaryzykować swoją miłość zamiast umrzeć w swoich objęciach ?Aby tego się dowiedzieć proszę wybrać się na najbliższy seans do miejscowego kina, zapewniam, że nie będzie czego żałować.
Sam spektakl napakowany jest efektami specjalnymi tak, że siedząc w fotelu przechodzą nas ciarki, jeży się każdy włos naszego ciała, a sceny z filmu śnią się jeszcze przez długi czas.
Istnieje jednak pewien problem, jest nim obsada, reżyser zainwestował w jakość aktorów, a ilość poszła w odstawkę. Wysportowane ciała bohaterów Aurory Lane (Jennifer Lawrence ) i Jima Prestona (Chris Pratt ) , wzmagają zazdrość u przeciwników sportu, obecność kapitana Gusa Mancuso ( Laurence Fishburne) jest wisienką na torcie, a Arthur(Michael Sheen) – android pełniący obowiązki barmana rozczuli widza niczym słodki szczeniaczek. Oprócz tego wiemy, że na pokładzie statku znajduje się zahibernowana załoga oraz 5000 pasażerów poszukujących nowego życia. Tu właśnie leży problem, podczas oglądania widz zaczyna mieć dość obecności tylko wybudzonej dwójki, androida i kapitana, ogarnia go chęć zobaczenia epizodycznych bohaterów lub po prostu tłumów zwykłych ludzi. Nie zmienia jednak to faktu, że film jest fenomenalny w swojej niezwykłości, a pójście na opisany wyżej spektakl będzie dobrą decyzją.